Parlament Europejski przegłosował w dniu 15 lutego 2017 r. ważne zmiany w systemie handlu emisjami CO2 (EU ETS). Polskim europarlamentarzystom udało się nieco złagodzić jego zapisy, ale i tak jest on w kilku punktach bardzo groźny dla polskiej gospodarki. Widać jasno, że nie ma w Europie zrozumienia dla naszych interesów ekonomicznych i pod hasłami „europejskiej solidarności” wymuszane są zmiany niszczące podstawy ekonomiczne funkcjonowania gospodarki.
(...) Przyjęte przez Parlament Europejski regulacje dotyczące systemu handlu emisjami mają istotne znaczenie dla przemysłu europejskiego, a szczególnie dla Polski, która swoją energetykę opiera w przeważającej mierze na węglu kamiennym i brunatnym. Cena uprawnień do emisji przekłada się bezpośrednio na cenę energii elektrycznej i konkurencyjność przedsiębiorstw objętych system ETS. Zmiany w systemie handlu emisjami mają wymusić zmniejszenie redukcji emisji gazów cieplarnianych aż o 43% w stosunku do 2005 r. Używając europejskiej nowomowy Parlament Europejski wysłał „silny polityczny sygnał, który ma zachęcić do inwestowania w OZE w kierunku całkowitej dekarbonizacji gospodarki”.

Głosowanie w Parlamencie pokazuje niebezpieczną już tendencję do zaostrzania polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej i ulegania wpływom zielonych lobbystów, których apetytów nigdy nie damy rady zaspokoić. W konfrontacji z mocną gospodarką Chin oraz protekcjonistyczną polityką USA, unijni włodarze nie wyciągają wniosków z braku dotychczasowych efektów prowadzonej polityki gospodarczej. Unia Europejska podcina gałąź, na której siedzi, czyli wyrzuca przemysł poza obszar Unii, a w raz z nim podatki i miejsca pracy. Przemysł OZE nie jest w stanie wygenerować takiej ilości miejsc pracy jak inne gałęzie gospodarki i jest silnie uzależniony od pomocy publicznej.

Uchwalona w środę reforma systemu handlu emisjami (głosy 379 za do 263 przeciw) jednoznacznie wskazuje na silną tendencję wśród unijnych decydentów do prowadzenia coraz bardziej absurdalnej polityki gospodarczej w imię wiary w dogmat globalnego ocieplenia. Przykre jest obserwowanie, jak mimo starań poszczególnych europosłów z Polski, ministrów oraz całego rządu, odbijamy się od ściany z naszymi argumentami i postulatami.

czytaj dalej: