Rozumiemy potrzebę urynkowienia zasad ustalania opłaty zastępczej. Trudno było czekać z tym dłużej, bo sposób ustalania tej opłaty powstał jeszcze w okresie rządów PO-PSL, które chciały zarżnąć polską energetykę. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie zmiana rządu, to pewnie im by się to udało i inwestycje wiatrakowe dalej by powstawały, ku uciesze inwestorów i ich mocodawców w Berlinie i Kopenhadze.

Zmiana ustawy o OZE jest jednak tylko przedsmakiem bitwy, którą czeka branżę OZE oraz inwestorów wiatrakowych. Rząd pracuje już nad zmianą ustawy i o dziwo zmianą ustawy odległościowej. Mamy nadzieję, że Minister Tchórzewski zachowa się po męsku i nie zapomni o tym, co mówił rok temu na temat wiatraków. O tym, co mówił można przeczytać tutaj: link

Po samym projekcie nowelizacji widzimy, że nie możemy sami przed sobą udawać, że branża wiatrakowa odpuściła. Dalej prowadzony jest intensywny lobbing nakierowany na zmiany przepisów ustawy odległościowej. W końcu inwestorzy muszą ratować własny biznes przed oczywistym bankructwem. Na razie im się to nie udaje, ale czas ich goni, bo banki tracą już cierpliwość. O tym czy czeka nas fala upadłości deweloperów farm wiatrowych zdecyduje rynek, gdyż tak jak wielokrotnie pisaliśmy branża OZE przeinwestowała i farm wiatrowych jest za dużo, by większość z nich była rentowna. Budować wiatraki chciał każdy, bo gwarantowały one przez długi czas wysoką stopę zwrotu. Tymczasem, gdy został zdjęty polityczny parasol ochronny nad branżą, to nagle się okazało, że król jest nagi i spod zielonej propagandy wyłoniła się ordynarna rzeczywistość, czyli piramida finansowa. Naszym skromnym zdaniem, inwestycjom wiatrakowym w Polsce powinna przyjrzeć się specjalna komisja śledcza, która ustaliłaby kto stał za przepisami, które przez lata umożliwiały stawianie wiatraków bez żadnych ograniczeń i zasad. Warto przyjrzeć się umowom zawieranym przez rolników – dzierżawcom gruntów pod elektrownie. Kto na tym korzystał i jak bardzo niekorzystne rozwiązania są w nich zawarte. Warto przyjrzeć się sposobom „przekonywania” wójtów i burmistrzów przez inwestorów do swoich inwestycji. W wielu przypadkach jest duża szansa, że można postawić zarzuty korupcyjne lokalnym włodarzom za nadzwyczajną przychylność tym inwestycjom. Koniecznie też trzeba się przyjrzeć działaniom Samorządowych Kolegiów Odwoławczych i sądów administracyjnych, które w sposób jawny zwalczały organizacje społeczne protestujące przeciwko inwestycjom wiatrakowym i pomagały swoimi orzeczeniami branży. Gdyby przestrzegano w sądach elementarnych zasad wykładni przepisów np. w sprawie decyzji o warunkach zabudowy czy też ustalania dopuszczalnych norm hałasu, to by żadnej inwestycji nie postawiono. A tak przez ignorancję, lenistwo lub inne gorsze rzeczy przepuszczano przez sądy inwestycje wiatrakowe bez opamiętania.

Czytaj więcej: